"Młodość stulatka" Coppoli
Nie mogę uwierzyć, że ten film został tak nisko na Filmasterze oceniony, ale fakt nie czytałam książki, więc moja opinia jest podyktowana tylko tym, co widziałam na ekranie. Większość pisała, że się wynudziła, ja i moi znajomi wprost przeciwnie.
Ten film jest jak jazda karuzelą bez trzymanki, nie znamy miejsca, w którym zwolni, a w którym przyspieszy porywając nas w wir wydarzeń, pozornie bez ładu, a jednak momentami dających się powiązać w jakąś logiczną całość. Z drugiej strony motywem przypomina mi baśnie, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie, gdzie czarodzieje otwierali wrota nieśmiertelności przy pomocy jednej małej fiolki, zwanej eliksirem młodości. Zapewniam, że ten eliksir jest przedmiotem pożądania wielu i współcześnie :)
A teraz nieco poważniej.
Coppola oprócz tego, że bez żadnego logicznego pozornie schematu ukazuje nam losy głównego bohatera, to w dodatku w jednym filmie miesza fragmenty innych, już scena w szpitalu po rażeniu piorunem wydała mi się żywcem wyjęta z filmu, który w swoim czasie mnie zachwycił „Motyl i skafander", a wątek szpiegowski z kobietą w tle dziwnie przypomniał oglądaną przeze mnie niegdyś „Czarną księgę”, przy czym cały czas gdzieś w tle klimatem przypominał „Adwokata diabla” Nie wiem, czy to celowa zbieżność, czy zwykły zbieg okoliczności. Podejrzewam jednak to pierwsze. Kolega zaś widział nawiązania do „Źródła” Arnofsky’ego.
Film ten wymyka się wszelkim schematom, nie opiera się na konwencjonalnej fabule, jest trudny do odczytania, z elementami futurologii, bogaty w symbole i dlatego przez przeciętnego widza może zostać nie zrozumiany. Jest tez troszkę ironicznym pochyleniem głowy nad kondycją współczesnego świata rządzonego przez szukające śladów sensacji media. Nie zgodzę się z tezą, że jest to film słaby. Mi się podobał, może dlatego, że lubię pytania o sens życia i cenę, jaka przychodzi zapłacić za rzeczy nieosiągalne. Każdy z nas ma w istocie ciemną stronę swojej osobowości, swojego sobowtóra, który każe poddać się pragnieniom wbrew temu, co nakazuje sumienie i taka wewnętrzna walka toczy się przez całe nasze życie, choć nie zawsze zdajemy sobie z niej sprawę, miłość, władza, pieniądze, przekraczanie granic ludzkiego umysłu w celu poznania tego, czego poznać nie można. Ta jasna strona w filmie jednak zwycięża w dwóch momentach, kiedy zwycięża miłość i znów nie ta, zachłanna, egoistyczna, która potrafi tylko brać, ale ta która każe wyrzec się własnych pragnień dla życia i szczęścia ukochanej osoby i kiedy, w imię przetrwania gatunku ludzkiego nasz "stulatek" rezygnuje z eksperymentów służących powstaniu lepszego, innego człowieka. Fascynujące jest symboliczne zderzenie dwóch światów, które połączy miłość: świata przeszłości ze światem przyszłości .
Dla mnie film jest przede wszystkim pytaniem o sens życia, o coś co nadaje mu wymiar, bo dla każdego z nas będzie to coś innego. Myślę, że pewnych tajemnic nie warto dotykać, nie jesteśmy ich w stanie zrozumieć, a jednak od początków istnienia tego widzialnego świata kusi nas by dotknąć tajemnicy będącej poza naszymi zmysłami, nie pojętej rozumem człowieka. Chcemy dowiedzieć się po co i dlaczego jesteśmy na tym świecie i jaką rolę w nim odgrywamy. I dlatego szukamy odpowiedzi w religiach, używkach, smakowaniu nieznanego, by zabić tę niepewność jutra, bo przecież przychodzimy na ten świat ze świadomością śmierci. Tę niepewność potęguje upływający czas, dlatego w idealnym świecie człowiek nigdy by się nie zestarzał.
Nie został ten film stworzony po to, byśmy się zachwycali jego pięknem, ale byśmy stawiali sobie pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

lapsus
Ja już trochę słabo pamiętam, ale jeśli ten film przypomina karuzelę, to raczej taką dla czterolatków - kręci się bardzo powoli i w rezultacie usypia. Jeśli podejrzewasz Coppolę, że zrzyna ze Schnabla albo Verhoeveena, to rzeczywiście musi z nim być kiepsko. Materiał na dobry film był, ale Coppola stworzył klimatyczną ramotę i w ten sposób zarżnął ideę literackiego pierwowzoru. Wynudziłem się jak mops.
Pilotka
Mnie nie uśpił i się nie wynudziłam, a to zwykle czterolatki nudzą się jak mopsy.
lapsus
Dla mnie ten film tylko udaje taki mądry, jak piszesz. Mnie pozostawił całkowicie obojętnym i już nawet nie pamiętam, co mi się w nim nie podobało. Ogólne wrażenie dosyć smętne. Co nie znaczy, że nie szanuję Twojej opinii. Jeśli trafił w Twoją wrażliwość to super. Ale chyba nie tylko czterolatki nudziły się podczas seansu ;)
Pilotka
Jakby to napisać, ten film jest tak gęsto usłany symbolami, że nie mogłam się nudzić, to wcale nie chodzi o wartką akcję, tylko że otwiera w głowie pełno klapek, akurat po filmie wywiązała się niezła dyskusja i prawie każdy wyłowił z tego filmu, co innego. Były też osoby, które całkowicie go niezrozumiały, nie miały żadnych powiązań, skojarzeń, wszystko wydało im się przydługie i zupełnie pozbawione sensu. Scenariusz miał niezłe potknięcia, ale potrafiłam tkać tę opowieść sama, dawał pole do interpretacji, a ja to uwielbiam i za to ma wysoką 8. Gromadził różne pytania natury egzystencjalnej, gdzie szukać źródeł mowy, czy dopiero wraz z nią rodzi się świadomość. To, o czym napisałam wcześniej, to nie było zżynanie jak to mało elegancko zauważyłeś, tylko celowe nawiązania do naszej współczesnej filmowej kultury. Ktoś może to nazwać pseudointeligentnym bełkotem, ale dla mnie to film zmuszający do przemyśleń, nie podpowiadający gotowych recept, otwierający różne klapki.
lapsus
Przepraszam za swoją "małoeleganckość". Ja tak sobie żartuję po swojemu i mam nadzieję, że nikogo nie obrażę, bo wszyscy rozumieją, że "lapsus" ma prawo do omyłek, choćby z tytułu swojego nicku. Ale przecież każdy ma prawo oceniać film wedle swoich kryteriów. Ja w to bardzo wierzę, że każda opinia jest ważna. Moja tak samo jak każdego. Każdy tę historię odebrał na swój sposób.
Pilotka
Nie przepraszaj Lapsus, nie ma za co. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, mogłabym sobie życzyć byś wyrażał je nieco subtelniej, ale jaki mam wpływ na Ciebie? Żadnego. Cieszę się, że masz odmienne zdanie, gdybyśmy sobie tylko przyklaskiwali to jaki sens miałby ten portal ?:)
lapsus
Wpływ oczywiście masz duży, tak samo jak wiele osób na Filmasterze, które cenię. Żona też mi mówi, że powinienem być bardziej subtelny i że powinienem oglądać bardziej subtelne filmy, bo nie może słuchać tych odrażających dźwięków z telewizora. I co mam robić biedny miś? Bo tak naprawdę to lubię być trochę chamski w sensie prymitywny, i lubię kino, jadące po ekstremach i tak do końca nie chciałbym tego zmieniać. Ale będę się starał - obiecuję.
Pilotka
Przypominasz mi troszkę mojego kolegę, początkowo myślałam nawet, że to on, ale nie jest żonaty :)))
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook