"Milczenie Lorny" Braci Dardenne
Są filmy, które pozostawiają ciszę, po obejrzeniu których nie chce się rozmawiać, które trzeba w środku przeżyć, poczekać aż okrzepną, a potem złapać się na tym, że myślimy o nich w ciągu następnych dni.
„Milczenie Lorny” to moim zdaniem świetny film, minimalizm środków, bogactwo treści, choć ta surowa, ascetyczna forma nieźle przytłacza. Piękno wychylające się spod warstwy brzydoty, uboga sceneria i szarość życia, które nie zna kompromisów, ale toczy się, istnieje gdzieś poza nami, w świecie, który znamy jedynie z gazet i o którym, na dobrą sprawę, nie chcemy za wiele wiedzieć, by nie psuć sobie dobrego samopoczucia. Te skrawki rzeczywistości będące pochodną wnikliwej obserwacji Braci Dardenne przemawiają o wiele silniej niż obszerne europejskie traktaty o sytuacji imigrantów.
Film delikatny, o uczuciach, dojrzewaniu do miłości, poczuciu winy, bez patetyzmu, bez wzniosłości, troszkę nagi i dlatego prawdziwy. A z drugiej strony film o trudnym klimacie, pękający od natłoku ciężkich emocji.
Zdarza się tak, że coś nagle każe nam się zatrzymać w pół drogi i zawrócić, choć tak bardzo chcielibyśmy bezkompromisowo iść dalej, wymazać skrupuły, po prostu nie myśleć.
Kiedy oglądałam film mimowolnie zastanawiałam się, jak wyglądało dzieciństwo Lorny (Arta Dobroshi), co sprawiło, że ta albańska dziewczyna z krótkimi, ciemnymi włosami pragnąc zrealizować własne marzenia podejmowała tak dramatyczne decyzje, w których na szali ważyło się życie drugiego człowieka. Dla innych, początkowo również dla niej był „śmieciem” niewartym uwagi, narkomanem, którego życie było bez znaczenia, stanowiło jedynie środek do celu. Drobny, w wytartej koszulce i wyrazem błagania w oczach, by ktoś go uratował przed samym sobą.
Dla mnie to przede wszystkim film o budzeniu się uczuć, których byśmy sobie nie życzyli, które burzą ustalony porządek naszego życia. Pojawiają się nieproszone i mimo zastrzeżeń, tysiąca „ale” i próby ich zagłuszenia, w decydującym momencie dochodzą do głosu…Jesteśmy bezradni wobec nich jak dzieci. I kiedy wreszcie się budzą, choć kruche i delikatne, to ich siła jest siłą wodospadu, ona nas niesie, to jest jedna z piękniejszych scen w tym filmie. Nieprzewidywalna. W chaotycznym świecie tej albańskiej imigrantki, w bagnie, w jakim ona tkwi i z którego, jak się wydaje, nie ma ucieczki, niespodziewanie chyba dla samej siebie daje się ponieść uczuciom i buduje pierwszą prawdziwą relację z drugim człowiekiem. Przygląda się jej jakby z niedowierzaniem, zatrzymuje wpół drogi, waha. Zbudowała wokół siebie bezpieczny mur, w którym nie ma miejsca na skrupuły, współczucie, wątpliwości, a mimo to, w prześwitach tęskni za czymś prawdziwym. Zderzają się tu ze sobą dwa pierwiastki: czystość, niewinność pierwotnych ludzkich odruchów, nakłada się na wyrachowanie świata, w który uwikłana jest Lorna. I kiedy wreszcie daje się ponieść uczuciom jest w tym coś niesamowicie pięknego i subtelnego zarazem, scena ta niesie spory ładunek uczuciowy. Wbrew samej sobie, bezwzględnym planom na przyszłość, Lorna pragnie ocalić życie Claudy’ego, z którym łączy ją fikcyjne małżeństwo, które miało stanowić epizod bez znaczenia, przepustkę do belgijskiego obywatelstwa. Ostatecznie przegrywa to życie, bo nie potrafi powstrzymać lawiny, która już ruszyła. Świetny scenariusz pozostawia widza z jakąś tajemnicą, niedopowiedzeniem, choć miałam wrażenie, że końcowe sceny to już zupełnie inny filmowy świat.
Film niesie pytania, ile jesteśmy w stanie poświęcić, by jakoś się w tym życiu ustawić, w świecie, gdzie życie jest towarem, który można sprzedać albo kupić. I ukazuje jak trudną, przejmującą walkę trzeba nieraz stoczyć by ocalić własne człowieczeństwo..
Ta przemiana albańskiej dziewczyny, myślącej tylko o sobie, jej dojrzewanie do miłości i poświęcenia, walka z samą sobą, z własnym egoizmem, zostały pokazane w sposób bardzo naturalny. Mnie to przekonało.

czara
Mnie również.
doktor_pueblo
Tym razem się zgadzam dla odmiany ;) "Milczenie Lorny" było jednym z najlepszych filmów, jakie widziałem w ubiegłym roku. Piszesz, że jest o rodzeniu się uczucia / człowieczeństwa. To prawda, ale za optymistyczny uznać go trudno. Happy endu w nim nie ma.
Pilotka
Bracia zostawiają nas jedynie z przypuszczeniami...
doktor_pueblo
Powiedziałbym, że litościwie nie dopowiadają tego co oczywiste, wychodząc z założenia, że ludzie i tak wiedzą jak się zwykle takie sprawy kończą i nie chcąc im całkowicie odbierać nadziei. I słusznie.
Oferma
Mam podobne odczucia do Doktora. Zakończenie było jednoznaczne, choć faktycznie pozostawiło lekko uchylone drzwi dla tych, którzy chcieliby sobie dopowiedzieć optymistyczny scenariusz dalszych wydarzeń. Coś w tym jest, bo nawet cofałem film, żeby się upewnić, czy zabrała z torebki pieniądze i dokumenty ;)
ubiquit
Jak dla mnie cały pomysł fabularny trochę naciągany, reszta w miarę ok, niestety bez rewelacji, a przyznam się, że więcej oczekiwałem po tym filmie. Najpewniej wszystko przez Dziecko, które uważam za zdecydowanie lepsze.
doktor_pueblo
A mi się z kolei "Dziecko" wydawało trochę fabularnie naciągane, a przez to "Milczenie Lorny" podobało bardziej :)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook