Essential Killing
Artykuł zawiera spoilery!
"Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego to lapidarnie rzecz ujmując poruszająca historia ucieczki afgańskiego więźnia z konwoju. Jeśli na film spojrzymy poprzez pryzmat metaforycznego klimatu, w jakim osadzona jest fabuła, to wyda nam się filmem wyjątkowym, z którego wyłania się ze szczegółami poetyckie piękno. I ta intrygująca, trzymająca w napięciu i jednocześnie piękna forma przekazu mnie urzekła.
Skolimowski nakręcił film pełen liryzmu, którego konkluzją jest bezsens wojny, konfliktów, fundamentalne pytanie o granice człowieczeństwa. Jeśli ktoś w tej filmowej opowieści pragnął odnaleźć wojenną afgańsko-amerykańską zawieruchę, konflikty na tle kulturowym, czy potępienie aktów terroryzmu może opuścić kino w poczuciu rozczarowania. To nie jest film o konotacjach politycznych, choć takie się w trakcie oglądania nasuwają, to piękna impresja o silnym instynkcie przetrwania.
Najnowszy film Jerzego Skolimowskiego rozpoczyna sekwencja zdjęć ukazujących panoramę malowniczego kredowego kanionu, w pobliżu słychać warkot helikoptera, ze skalnych ścian podmuchy wiatru unoszą piasek, a chwilę potem przez gąszcz korytarzy ucieka tajemniczy, długowłosy i brodaty mężczyzna z turbanem na głowie, odziany w jasną, powłóczystą szatę. Jest on celem ostrzału. Odnajdziemy go potem wrzuconego w zupełnie odmienne od pustynnych, ekstremalne warunki, gdy ucieka przed pościgiem przez spowity puchową kołdrą śniegu mazurski las, na oślep niczym zaszczute osamotnione zwierzę, pośród mrozu i śniegu, boso, z jedną tylko myślą - by przetrwać.
Nie dowiemy się o nim nic więcej ponad to, co dane nam będzie zaobserwować, tak jak do końca opowieści nie usłyszymy ani jednego wypowiedzianego przez niego słowa, choć będziemy słyszeć okrzyki przerażenia, bądź bólu - tego fizycznego, ale też bólu duszy w chwilach zwątpienia i rozpaczy. Upiorna filozofia przeżycia; nieważne, ilu ludzi trzeba będzie zabić po drodze, to nieistotne, są jak przeszkody, które trzeba pokonać, by po prostu biec dalej, by żyć. Do końca, bez względu na wszystko, bo może gdzieś tam czeka nieznane ocalenie.
Dzięki pełnym artyzmu zdjęciom Adama Sikory przybliżającym dostojne i obojętne wobec rozpaczy bohatera piękno przyrody, pozostajemy pod niezwykłym urokiem tej ucieczki: kryształki śniegu skrzą się w promieniach słońca, pośród śnieżnej zmarzliny pulsują cieki wodne, kontrastowo do ciemnego lasu majaczy w oddali odziany w pomarańczowe barwy wschód słońca, na spotkanie wybiegają jeleń i sarny, ujmuje nas poetyckość ucieczki rannego człowieka chwytającego się wystających kępek traw i oprószonych śniegiem gałęzi.
Czujemy jego cierpienie, gdy wpada w potrzask i wyje jak zwierzę z potwornego bólu, a biel śniegu znaczą krwawe ślady, czujemy jego głód gdy obgryza korę drzew lub sięga dłonią w mrowisko, by zaspokoić głód, czujemy mdławy zapach lęku, gdy pościg nieubłaganie się zbliża, gdy szczekanie watahy psów staje się coraz wyraźniejsze. Nieodparcie nasuwają się skojarzenia ze zwierzęciem, na które urządzono nagonkę, a ono broni się jak może i ile starczy sił, osaczone przez wrogów. Broni, tak jak potrafi - zabijając. W miarę upływu czasu łagodnieje ocena moralna tego zabójcy, zaczyna budzić współczucie, gdy wygłodzony, przemarznięty i ranny przemierza resztką sił otwartą przestrzeń lasu, gdy z każdym kolejnym krokiem z jego twarzy możemy wyczytać narastającą rozpacz, a i zaczynają dręczyć go omamy, gdy klęczy przed drzewem w poczuciu bezsilności, może i chciałby już umrzeć, ale zaraz podrywa go na wpół przytomnego do walki skrawek ostatniej nadziei.
Dramaturgię ucieczki dzikiego pół człowieka - pół zwierzęcia, kierującego się instynktem podkreśla orientalna muzyka o niepokojącej nucie. Cały ten oniryczny obraz o zamazanych konturach należy jakby do innej rzeczywistości, która w Polsce nie mogła mieć miejsca. Polska w filmie Skolimowskiego to kraj pełen tępych, wulgarnych, zamroczonych alkoholem ludzi. Na ich tle postać uciekiniera wydaje się subtelna, jeśli tak można określić zabójcę. A jednak i pośród takiej społeczności można odnaleźć jasną postać, choć to spotkanie jest jak mgnienie dobra pośród samotnej ucieczki bohatera, nie będzie stanowiło przełomu.
Interesujące jest kontrastowe zestawienie: początkowe sceny filmu to wartkie kino akcji, upstrzone efektami specjalnymi, ucieczka przez las stanowi natomiast doskonałe pole do przemyśleń, otwiera refleksyjną nutę. Strzałem w dziesiątkę było obsadzenie w głównej roli magnetyzującego Vincenta Gallo, chyba nikt inny nie mógłby zagrać tej postaci równie przekonująco.
Mimo sporych mankamentów dotyczących wiarygodności ucieczki, spowitej nadzwyczajnie szczęśliwym splotem okoliczności i co tu kryć w wielu momentach po prostu mało realnej pozostaję pod wielkim wrażeniem mroczno-pięknej estetyki tego filmu.

michuk
O, właśnie tak bym napisał o tym filmie gdybym się zebrał na pisanie.
Etam, Nicolas Cage też by sobie poradził :)
lapsus
Ja uważam, że jest jeszcze groteska, jest dziwny humor, które tworzą zupełnie specyficzną poetykę filmu. A Polska jest oczywiście o tyle, że słyszymy polski język - Polska oniryczno-ironiczna.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook